Sępica: Jeśli nie Kongres Kobiet – to kto?!

A my, te rozentuzjazmowane dwa tysiące osiemset z Sali Kongresowej, gdzie jesteśmy? Co robimy?

Środa, 25 maja. Walne Zebrania i tym podobne obowiązki to nuda, nuda, nuda. Każda zapracowana kobieta tego nie cierpi. Bo biurokratyczny nonsens, bo bezsens, bo strata czasu. Ale mus to mus: raz w roku m u s i się odbyć, żeby było zgodnie z prawem. A na doroczne Walne Zebranie Stowarzyszenia Kongres Kobiet przybyło… 46 członkiń.

Kobiety, opamiętajmy się! Dajemy do ręki broń tym wszystkim, którzy są przekonani, że to oni potrafią, a my – potrafimy tylko gadać. Że uczucia i emocje, to owszem, a od myślenia i organizowania – to są właśnie oni.

Obydwa Kongresy Kobiet to była erupcja naszej energii, radości, poczucia siły i wolności, przekonania, że TEŻ POTRAFIMY. Dzięki swojej determinacji, cierpliwości, pracowitości, woli, uporowi, ambicji, inteligencji, wykształceniu. I poczuciu wspólnoty. Pamiętamy brawa, które towarzyszyły wszystkim panelistkom. Pamiętamy, jak Agnieszce Graff trzy tysiące kobiet biło w dłonie na stojąco. Pamiętamy, jak Magdalena Środa musiała błagać o przerwanie oklasków po swojej wypowiedzi. Pamiętamy jak wraz z pojawieniem się ekipy Henryki Bochniarz stało się Wielkie Wydarzenie: otworzyły się wrota, uderzył dzwon i padło hasło: do startu gotowe! Ośmielam się strawestować, że w dniu 21 czerwca 2009 roku rozpoczął się w Polsce koniec patriarchatu.

A po Kongresach, dla tej NASZEJ SPRAWY trwała codzienna, żmudna praca. Lecz co ja na tegorocznym Walnym Zebraniu słyszę? Słyszę, że według stanu z 9 maja 2011 Stowarzyszenie Kongres Kobiet liczy 211 członków (bo są też panowie). Dwieście jedenaście! Uszy stają dęba. Bo z tego wynika, że cała tę cholerną robotę w sprawie parytetów odwaliło za nas kilkanaście dziewczyn. I jeszcze odwaliło kilka innych rzeczy, jak dobijanie się w sprawie ustawy żłobkowej, jak szkolenie kandydatek do samorządu, jak zdobywanie kasy na Kongres i szkolenia. A wszystko to odwaliły za friko, dla samej idei.

A my, te rozentuzjazmowane dwa tysiące osiemset z Sali Kongresowej, gdzie jesteśmy? Co robimy? Przychodzimy na gotowe i jedyne, co potrafimy, to pałać entuzjazmem? Sobie żyjemy i czekamy na następną kongresową balangę? To bardzo polska cecha – spinać się do jednorazowych efektownych akcji, prawda? Ale wejść na stronę, wpisać się na listę – bo przecież innej alternatywy po prostu nie ma! – to już zbyt zwyczajne?

No wstyd po prostu, sępie piórko, wstyd.

Elżbieta Kisielewska

PS. Powyższe nie dotyczy oczywiście dziewczyn z Elbląga. Te przyjechały, aż kipią energią i robią u siebie wspaniałą robotę. Mnóstwo dzieje się też w Szczecinie. Ale w Warszawie wkrótce trzeba będzie załatwiać w Ratuszu miejsce na biuro Stowarzyszenia. I kasę na jego prowadzenie. I na przyzwoite prowadzenie finansów. Bo jak długo można wisieć wyłącznie na klamce Grupy TRIP, Lewiatana i biura poselskiego Danuty Hubner?
Ale powiedzcie: kto, Drogie Koleżanki, potraktuje poważnie ogólnopolskie Stowarzyszenie o liczbie 211członków? Śmiech na sali, tym bardziej gorszący, że na dużej, Kongresowej. Więc, dla naszego wspólnego dobra, przypominam uprzejmie o wypełnieniu deklaracji - miesięczna składka do osobistej decyzji: 5, 10 lub 20 złp. - na www.kongreskobiet.pl

Elżbieta Kisielewska

       

 

  foto: Alicja Kozłowska



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =