Dziennik z Thassos (6)

Czuję, że mimo cienia dawka słońca była dla mnie zbyt dużaSerce wali jak po mocnej kawie albo po ostrym wysiłku fizycznym. Czy dałoby się tu mieszkać?

16 czerwca 2013  
Poranek nad basenem. Synowa Kostasa, Eva, uważnie słucha moich instrukcji co do kawy i przynosi dokładnie taką, jaką chciałam. Grecka kawa jest specyficzna: mocna, słodka i bez mleka. Kostas i jego żona Ana mówią biegle po francusku. Młodsze pokolenie już tylko po angielsku. Dziś niedziela, cała rodzina była w kościele w Limenarii. Po mszy poczęstunek na cześć niedawno zmarłego sąsiada. Każdy wychodzący z kościoła dostaje miseczkę z czymś słodkim w rodzaju kutii. Wierni gromadzą się w sali parafialnej z dużym stołem zastawionym pudełkami z ciastkami: po dwa słodkie i dwa wytrawne. Nastrój pogodny, rodzina zmarłego nie pozostaje sama ze swoją żałobą.  Chyba w niewielu miejscach w Europie zachowały się takie wspólnotowe obyczaje.

Małgosia K. czeka na nas na końcu plaży, gdzie nie ma prawie nikogo. Nieliczne plażowiczki opalają się topless lub całkiem nago. Moje dziewczyny smażą… się. Są już tak brązowe, że prawie czekoladowe. Spacer brzegiem morza. Spod nóg czmychają gromady rybek, czasem jakiś krab rzuci się do ucieczki. Stara, gruba Macedonka, majtając gołym biustem, wdaje się w rozmowę z młodym chłopakiem. Kąpiel w morzu obowiązkowa. Jednak da się pływać w kapeluszu. Obiad u Stelakisa. Dziś gości trochę więcej, może osiem osób. Syn właściciela biega zaaferowany między stolikami. Mama tym razem zrobiła pasticcio, czyli zapiekankę z makaronu z mięsem i beszamelem. Ja zamawiam mule w sosie pomidorowym. Jestem przyzwyczajona do małży w skorupkach, wiadomo wtedy, że zjada się tylko te, które się otworzyły, a tutaj podają je już wyłuskane, w zawiesistym sosie z dodatkiem sera feta. Chłodne, czerwone wino w cynowym tygielku. Tropię znaczenie greckich słów: efcharisto – dziękuję, gliko – słodki, efemeryda – gazeta. Triti – wtorek, Tetrati – środa, widać zaczynają rachubę od niedzieli – kirjaki. Czy to może Dzień Pana? Kyrie Elejson, Panie zmiłuj się. Portokali – pomarańcza, ale to od Portugalii.  Port to skala, kali – dobry. No tak, kalimera, kalispera, kalinichta. Na deser karpuzi – arbuz.

Każda nadmorska restauracja ma swoje leżaki i parasole. U Stelakisa plaża jest wąska, bo zabrał ją niedawny sztorm. Synowie właściciela taszczą drewniany pomost i kładą na brzegu, żeby gościom wygodnie było wejść do morza i nie narażali się na jeżowce i ostre kamienie. Ciągnę leżak pod trzcinową wiatę, dziewczyny rozkładają się na ręcznikach przy samym brzegu, żeby fale obmywały im stopy. Wakacyjna perwersja. Kolacja w Antoniosie. Duszone ziemniaki i kiełbaska z grilla. Kostas pyta, czy nie smakuje nam saucisse. Małgosia odpowiada dyplomatycznie, że za gorąco na kiełbaski.  Na szczęście jest sałata ze zbytecznym dodatkiem szynki i żółtego sera.

Nie mogę zasnąć. Czuję, że mimo cienia dawka słońca była dla mnie zbyt duża. Serce wali jak po mocnej kawie albo po ostrym wysiłku fizycznym. Czy dałoby się tu mieszkać?

Katarzyna Mołoniewicz





Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =