O uwodzeniu własnego męża

Psychologowie nie zgadzają się ze sobą w wielu kwestiach, jednak w tej są zgodni – związki, w których partnerzy mimo upływu lat wciąż się uwodzą, są szczęśliwsze i… zdrowsze

Z modnych magazynów możemy się dowiedzieć, że warto, naprawdę warto uwodzić własnego męża. Pokusić, ponęcić, pogrozić niepewnością – wszystko ku naprawie związku albo po prostu dla nadania mu nowego smaczku. Pięknie brzmi to wszystko w teorii, lekko czyta się treści zawarte na kolorowych, błyszczących stronach. W praktyce jednak sprawa wygląda już zupełnie inaczej. Bo po pierwsze, artykuły jakby nie dla tej kategorii wiekowej – nigdzie nie jest napisane, jak podrywać męża, z którym jest się lat trzydzieści czy czterdzieści. Owszem, znajdziemy informacje o ratowaniu związku, o podejrzeniu zdrady, o jego umiłowaniu do pracy i braku czasu. Gdzie jednak wskazówki dla żon, których mężowie nie zdradzają, są ogólnie, kolokwialnie sprawę ujmując – fajni, ale wspólne oglądanie „M jak miłość” trochę już nas nudzi i wolałybyśmy same fundnąć sobie kilka motyli w brzuchu? I czy w ogóle warto robić coś, co już jest zrobione – czyli uwodzić naszego wieloletniego towarzysza doli i niedoli?

PSYCHOLOGIA NA POMOC
Psychologowie nie zgadzają się ze sobą w wielu kwestiach, jednak w tej są zgodni – związki, w których partnerzy mimo upływu lat wciąż się uwodzą, są szczęśliwsze i… zdrowsze. Wiąże się to bowiem nie tylko z małymi, lecz znaczącymi przypływami hormonów szczęścia (czyli endorfin), ale też z częstszym seksem. A ten, już poza uczuciem przyjemności, gwarantuje nam odpowiednią porcję fizycznych ćwiczeń – czyli samo zdrowie. Problem jednak wciąż jest ten sam – jak to zrobić? Jak uwieść mężczyznę, który mówi, że do szczęścia wystarczą mu nasze najlepsze pod słońcem pierogi?

MAGAZYNY NA BOK
Znakomita większość kobiet, szukając porad w tej kwestii, za broń bierze sterty wyżej wymienionych magazynów. To błąd, niestety. Żyjemy w czasach, które odarły seksualność z tego, co jest w niej najpiękniejsze i najbardziej kuszące – z intymności, tajemnicy i pewnej niedostępności. O ile niektóre porady są rzeczywiście warte przeczytania – np. te o wyrwaniu się ze schematu pt. „seks tylko o 22”, o tyle sensownych artykułów jest coraz mniej. I jest duże prawdopodobieństwo, że kupując kobiecy magazyn mający w tej sprawie pomóc (bo chyba po to słowo „seks” jest powtórzone na okładce trzy razy), napotkamy się na porady w stylu: „wysmaruj mu klatkę piersiową miodem i to zliż”, „ogól swoje miejsca intymne tak, by powstał obrazek gwiazdki” (seks możliwy zaraz po tym, kiedy on przestanie rechotać) czy „połaskocz jego różdżkę delikatnym piórkiem” (99,9% mężczyzn uzna to za tortury). Nie tędy droga, bo kierunkowskazy są bezsensowne i idiotyczne. Poderwać mężczyznę trzeba z klasą kobiety dojrzałej. Wylewanie miodu na męża może nie pomóc, a wręcz zaszkodzić.

PO PIERWSZE – NIC NA SIŁĘ

Wbijanie się w koronkowe body nie pomoże, jeśli ma temu towarzyszyć uczucie okropnej niepewności. Dlaczego? Warto wyobrazić sobie swojego własnego męża w męskich stringach, w których, co widać jak na dłoni, nie czuje się zbyt pewnie i w dodatku patrzy na nas z miną małego pieska ubranego w sukienkę dla lalki. Seksowny? Bynajmniej, jeśli nastąpi seks, to z miłości, że się kochany nasz tak postarał. Czyli, nie czarujmy się, z roztkliwienia połączonego z  odrobiną litości. Dlatego, wszystko, na co wpadniemy, warto realizować – czasem nawet wziąć głęboki oddech z myślą „teraz albo nigdy”. Ale też jeśli na samą myśl o wyżej wspomnianym miodzie czy też innych, raczej dziwacznych niż odważnych pomysłach, mamy gęsią skórkę z przerażenia – lepiej sobie odpuścić. Uwodzenie męża ma być przyjemnością dla obojga.

PO DRUGIE – POWRÓT DO MŁODOŚCI

Nie, nie wymagajmy od siebie wyglądu dwudziestolatki. Nie próbujmy też wbić się w kultowe „dżinsy z liceum”. Zamiast tego, na początek wróćmy do młodości mentalnie. Czyli odświeżmy stare lata – zdjęciami, pamiętnikiem schowanym gdzieś głęboko lub po prostu, wspomnieniami. Zastanówmy się, co było dla nas najbardziej kuszące, najbardziej podniecające i najprzyjemniejsze. Może wycieczki nad jezioro, które skończyły się wraz z pojawieniem się dzieci? Albo odwiedzanie ciekawych klubów? Niezależnie od tego, co robiliśmy wspólnie, zakochując się w sobie, warto do tego wrócić. Oczywiście, jest wielkie prawdopodobieństwo, że stare kino nie jest już takie jak było, a ulubionej kawiarni nie ma. Jednak nawet oglądanie tych miejsc czy zmian, powrót rozmową do pięknych, wspólnych chwil zaowocuje rumieńcami na twarzy. Bo przecież wszyscy lubimy takie podróże w czasie.

PO TRZECIE – NAJPIERW UWIEDZ… SIEBIE
To nie żart – by skutecznie kogoś uwodzić, najpierw trzeba pokochać siebie. Nie oznacza to tylko spojrzenia w lustro i powtórzenia trzy razy: „Jesteś piękna”. Nie, trzeba wziąć się ostro do roboty – czyli odwiedzić fryzjera, kosmetyczkę, zasilić łazienkową półkę nowymi cieniami do powiek i twarzową pomadką i absolutnie, niezależnie od rozmiaru, nie zapominać o dobrym ciuchu. Nie musi kosztować majątku – obecnie w tzw. second-handach można znaleźć prawdziwe perełki. Ważne, żeby to, co na siebie nałożymy, było… inne. I po całej mini-metamorfozie koniecznie uśmiechnijmy się do siebie w lustrze. Jakby nie było, kawał dobrej roboty za nami.

PO CZWARTE – POWIEDZ MĘŻOWI, ŻE ZAMIERZASZ GO UWIEŚĆ

Cóż, nie wszyscy mężczyźni od razu domyślą się, o co nam chodzi. Co więcej, na chęć wycieczki „ku wspomnieniom” nie muszą zareagować entuzjastycznie – co nie znaczy, że nas nie kochają. Dlatego warto, zawsze warto przedstawić sprawę tak, jak wygląda ona naprawdę. Proste: „kocham Cię bardzo i marzy mi się powrót do chwil naszej młodości” może sprawić cuda. I być wspaniałym początkiem skutecznego uwodzenia.
Karolina Wojtaś

Zdjęcie www.sxc.hu /  fangol


Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =