Żydowskie dzieci w polskim dzieciństwie

Wspomnienia z wczesnego dzieciństwa i  młodości powracają ze szczególnie dużą siłą czym bardziej człowiek staje się starszy...

Kto z naszych wspólnych zabaw zapisał się w nich najbardziej ? Co było w nich takiego, że akurat oni  po latach znów powracają  jakbyśmy spotkali się wczoraj ?

Tych dwoje, których zapamiętałam ze szczególnym sentymentem było dziećmi żydowskimi. Oprócz tego, że  połączyła nas wyjątkowa radość wspólnej zabawy  utkwili mi w pamięci jeszcze poprzez rozpacz jaką odczułam kiedy nagle i niespodziewanie bez pożegnania oboje wyjechali... Pozostawili mnie w poczuciu krzywdy i niezrozumienia – dlaczego wyjechali, dlaczego nie możemy się nadal razem bawić i dorastać i dlaczego nie zobaczymy się już nigdy więcej....? Skąd mogłam wiedzieć jako dziecko, że istnieje coś takiego jak polityka, która dzieli narody, powoduje wojny, naraża ludzi na bezzasadne wędrówki, cierpienia  i  upokorzenia....

Pierwszy był Eńka.
Miał chyba 4 latka  gdy ja 7, a może 8. Był rok  1955 albo 1956. Mieszkaliśmy wtedy w Legnicy w poniemieckiej kamienicy przy ulicy Roosevelta 5 na pierwszym piętrze w czteropokojowym mieszkaniu. Było ogromne, drzwi otwierały się z pokoju do pokoju, a także z przedpokoju do  wszystkich pokoi. Przedpokój był bardzo  długi, ciemny, w zimie  było w nim lodowate zimno, bałam się wychodzić do łazienki wieczorem sama i przez tą ciemność i zimno.

Nie wiem jak mieli na  nazwisko, ale pamiętam dokładnie Eńkę, jego mamę i tatę.  Eńka to było pieszczotliwie  od „Henryk”, ale czy tak naprawdę miał na imię nie wiem... Zamieszkali w pewnym momencie nad nami, w mieszkaniu podzielonym na pół. To nasze zresztą też długo nie było tylko dla nas. Tak naprawdę było  zbyt wielkie dla 4-osobowej  rodziny stąd niebawem przydzielono nam z urzędu lokatorów, dwóch techników dentystycznych, kawalerów. Lubiłam wchodzić pod ich nieobecność do ich pokoju, patrzeć na  porozkładane na krzesłach ubrania, przedmioty na stole, czuć zapach męskiego potu i tytoniu, była w tym  jakaś tajemnica męskości ...

Jak  już wspomniałam kamienica była poniemiecka, czteropiętrowa, na każdym piętrze było tylko jedno mieszkanie, lokatorzy szybko się poznawali i nawiązywali znajomość, tym bardziej, że było to tuż po wojnie, każdy miał jakąś historię do opowiedzenia, do zapytania skąd przybył i jak ocalał...

To tam na jej podwórku zastrzelono zięcia lokatorów z parteru, inżyniera. Przyjechał osobowy samochód, ktoś  wyprosił go na zewnątrz, padły strzały, które słyszeli żona i ich  mały synek  oraz  rodzice żony... Ktoś wydał wyrok ? O co poszło ? Nie mówiło się o tym, nastąpiło bolesne milczenie i układanie od nowa  życia w ciszy i przygnębieniu...

Eńka był rozkosznym blondasem z niebieskimi oczkami, był rezolutnym dzieckiem i bardzo szybko przywiązał się do mnie, a ja do niego...

Kiedy pierwszy raz znalazłam się w mieszkaniu piętro wyżej nie pamiętam,  pamiętam natomiast, że kiedy tylko jako pierwszoklasistka wracałam ze szkoły po trzech lekcjach nauki pierwsze co robiłam to biegłam po schodach na drugie piętro aby już jak najszybciej  zobaczyć się z Eńką.  Jego mama miała takie same niebieskie oczy jak on, była wysoka, miała ciemnoblond włosy i bardzo lubiła kiedy przychodziłam. Eńka nie chodził do przedszkola więc to normalne, że pragnął dziecięcego towarzystwa. Mieszkanie było bardzo skromnie urządzone, być może te parę mebli, które tam były to pozostawione  po poprzednich lokatorach czyli Niemcach wysiedlonych po wojnie ... Na podłodze w dużym pokoju nie było dywanu, podłoga była pomalowana kiedyś na brązowo, stała w nim oszklona szafka, stół, parę krzeseł i chyba jakaś kanapa. Największą dla nas jednak atrakcją był koń na żelaznych kółkach, których gumowe opony  już dawno rozleciały się od częstego wożenia  i ich końce były ostro zakończone ku ziemi...  Eńka uwielbiał kiedy woziłam go po pokoju, a on siedząc na tym koniu czuł się jak bohater...Wożenie to za każdym razem rysowało przeróżne esy floresy na podłodze, brązowa farba odpadała i  wychodziła spod niej żółta, widać jej poprzedniczka ...Kiedy pierwszy raz odkryłam co po naszej jeździe staje się z podłogą ogromnie się przestraszyłam co powie jego mama, pewnie nakrzyczy, będzie zła, nie pozwoli mi więcej do niego przychodzić... Ale ona uśmiechnęła się tylko i powiedziała, że to nic takiego, możemy tak się bawić...Po czym wyjęła z szafki tabliczkę czekolady i ułamała nam po kawałku. Odtąd często tak robiła kiedy się bawiliśmy... Gotowała coś w kuchni albo prasowała, po czym przychodziła na chwilę, łamała nam po kawałku czekolady i wracała do swoich zajęć...

Wyjechali nagle...  
Dopiero teraz wiem dlaczego mama Eńki nie reagowała na porysowaną podłogę... Czuła, że długo tu nie będą mogli mieszkać...

Po paru latach wyprowadziliśmy się do mieszkania o połowę mniejszego dwie ulice dalej. Kamienica przy ul. Reymonta 14  była trzypiętrowa, ale  o ile tamta była ocalała od wojny tak ta była odbudowana tuż po niej. Zamieszkaliśmy na drugim piętrze, układ pokoi nie był korzystny dla rodziny, nie było to szczęśliwe mieszkanie. Z czasem brat starszy o 10 lat wyjechał do Wrocławia, ojciec zmarł,  ja też po czasie wyjechałam na studia, mama się wyprowadziła.... Ale   zanim to wszystko się stało  na trzecim piętrze, również w podzielonym mieszkaniu połączonym z suteryną  zamieszkała żydowska rodzina przybyła  jako repatrianci z Rosji...

Ja miałam wtedy 13 lat, Ałła była chyba o dwa lata ode mnie młodsza. Kontakt nawiązałyśmy bardzo szybko i trwał on przez parę lat dopóki w roku  1965 nie pojawiła się na klatce schodowej wielka drewniana skrzynia, której pojawienie nie wiązałam z nią …

O ile zabawy z Eńką to czas swojskiego i niewinnego dzieciństwa, a także  nieświadomości swojego pochodzenia o tyle z Ałłą sprawa przedstawiała się inaczej...

Umówiłyśmy się kiedyś, że po powrocie ze szkoły  posiedzimy sobie trochę  na podwórku za domem. Ledwie zjawiłyśmy się  tam, a już wyskoczyli skądś niewiele starsi od nas chłopcy i z okrzykiem „bij Żyda”  rzucili się na nią. Zaczęli jej wykręcać ręce i ciągnąć do studzienki kanalizacyjnej aby ją tam wepchnąć. Nie miałam pojęcia o co chodzi, nie rozumiałam dlaczego chcą ją  bić, za co,  ich nienawiść przeraziła mnie, skąd wzięła się, byli jeszcze na tyle niedorośli, że chyba nie rozumieli co mówią i czynią ! Zaczęłam krzyczeć  aby zostawili ją w spokoju,  Ałła wyrwała się im, uciekłyśmy do domu...Mimo tego makabrycznego incydentu zachowała absolutny spokój, była jeszcze dziewczynką, ale chyba już wtedy wiedziała , że jej życie  będzie wciąż pełne niewytłumaczalnych zdarzeń...

Od tej pory stałyśmy się nierozłączne.
Jej rodzice prowadzili sklep spożywczy więc nie było ich prawie cały dzień w domu. Ledwie wróciłyśmy ze szkoły już nawoływałyśmy się która do której przyjdzie, ale głównie spotykałyśmy się u niej. I podobnie jak u Eńki mieszkanie było bardzo skromnie urządzone, bo jak się  potem  okazało  było też tylko na trochę...

Dojrzewałyśmy. Nasze ciała zaczęły się zmieniać, wyobraźnia zaczęła podsuwać
przeróżne obrazy dorosłości związane głównie z miłością. Jak to będzie ? Jak będzie wyglądać miłość ?   Jaki będzie ten pierwszy raz, czy będzie wtedy pięknie ?

Pewnego razu   kiedy wypaliłyśmy   jednego z pierwszych w życiu papierosów, których pety uparcie nie chciała zabierać woda  muszli w ubikacji   poczułyśmy, że ciekawość dojrzałości   domaga się  choćby namiastki  jej  zaspokojenia....

Ałła rozłożyła koc na podłodze, rozebrałyśmy się do naga i położyłyśmy się   tuląc się do siebie. Głaskałyśmy nasze ciała wyobrażając sobie, że głaszczą nas chłopcy, kiedyś nasi ukochani...Byłyśmy bardzo szczupłe, byłyśmy dziewczynkami, których piersi dopiero zaczynały wydobywać na powierzchnię swój czar,  ja byłam starsza więc byłam już bardziej rozwinięta, Ałła była delikatna i dziecinna jeszcze jak wiosenny kwiatek...  

Kiedy ubierałyśmy się wiedziałyśmy już, że nie będziemy  bać się  miłości, że jest ona delikatnym dotykiem ciała i radosnym westchnieniem duszy, że może być czymś najpiękniejszym kiedy pokocha się naprawdę...

A potem Ałła zniknęła nagle jednej nocy podobnie jak Eńka. Nie mówiła nic wcześniej, że wyjadą niebawem, może nie chciała mi robić przykrości, a może sama do końca nie wierzyła, że tak się stanie..

Dotąd nie wiem  jak potoczyły się ich życia, gdzie wyjechali wtedy, gdzie teraz są, a oni nie wiedzą jak potoczyło się moje i gdzie ja teraz jestem.  Czy pamiętają mnie ?

Ja nieraz wspominałam ich, a  teraz kiedy nawałnica życia przetoczyła się już jak wielki pełen przeróżnych zdarzeń  wóz, z którego wybiera się na dalszą drogę ku starości tylko jego najlepsze fragmenty pamiętam ich szczególnie jako wzruszające  wspomnienie  z dzieciństwa ....


Ewa Radomska, Warszawa

Zdjęcie - archiwum prywatne autorki
        


Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =