Dbajmy o relacje

Spotykam ludzi. Codziennie. Rano otwieram oczy i widzę twarz mojego męża.

Czasami jeszcze smacznie pochrapuje a bywa, że to on obudzi się pierwszy i patrzy na mnie gdy śpię. Lubię oglądać jego twarz w zbliżeniu. Zmarszczki mimiczne przy oczach i ustach są wyraźnym dowodem na jego poczucie humoru. Widzę siwe włosy na skroniach. Bardzo mnie to rozczula. Za chwilę do pokoju wchodzi syn i jego uśmiechnięta buzia dodaje mi energii na nadchodzący dzień. Trzeba wstawać, robić śniadanie, wybrać wdzianko ( wieczorem nigdy mi się nie chce ), zrobić oko na Maroko, to zajmuje trochę czasu. Jakie to szczęście, że nie mieszkam w stolicy, że nie mam do pracy minimum 40 minut jazdy samochodem tylko 10 minut piechotą.

Mąż zazwyczaj wychodzi pierwszy, potem dziecię startuje do szkoły a ja mam czas na spokojne śniadanie z Mamą. Staram się celebrować tę chwilę, bo to czas, w którym mogę z rodzicielką zamienić parę zdań, zapytać co planuje dzisiaj robić, którą koleżankę odwiedzić. Pogadamy, pojemy, trochę się pośmiejemy, ogólnie mówiąc miło jest tak zaczynać dzień.

Moja krótka droga do biura to znowu ludzie, których spotykam. Dziewczynka w różowym kapelusiku. Mała, może 4 lata. Chudzina jakaś. Idzie z tatą za rączkę, może do przedszkola a może do babci. Przechodzę obok a ona spogląda na mnie i widzę, że na nosie ma ogromne pingle. Uśmiecha się do mnie. Taki uśmiech małej dziewczynki w ogromnych pinglach to naprawdę coś niesamowitego. Też się uśmiecham od ucha do ucha. Po drodze mijam nowy blok, wokół kręcą się robotnicy, rozrzucają ziemię pod trawniki, układają krawężnik. Jeden pali papierosa, rozmawiają, rzuca wzrokiem na mnie. Dobrze, że nie rzuca czymś innym np. ku… W tym o wiele lepsze są gimnazjalistki, które mijam na skwerku z rajskimi jabłoniami. Gdybym miała wypikać wulgaryzmy w ich rozmowie byłby to jeden długi piiiiik. Nie cierpię przekleństw! A w ustach pięknych, młodych dziewczyn brzmią dziwacznie, jakbyśmy podłożyli ścieżkę dźwiękową z innego filmu.

Dzień jest długi to i ludzi spotykam co niemiara. Uważniej się im przyglądam , aktywniej słucham, poświęcam nieco więcej czasu niż dotychczas. Nie wiem jak to się dzieje, niektórzy powiedzieliby to właściwie niemożliwe, zbyt słodkie i takie nudne, ale wciąż spotykam ludzi, którzy są do mnie dobrze nastawieni. Czasami mają problemy i kłopoty ale raczej szukają kogoś, komu mogliby o tym opowiedzieć niż wyżywają się na całym świecie. Pani, która martwi się kłopotami małżeńskimi syna. „Może wszystko się rozpadnie, ale przecież szkoda dzieci... Może się jeszcze dogadają ze sobą „– mówi z nadzieją w głosie. Na dworcu w okienku rozmawiam z panią, która Bogu ducha winna sprzedała mi 2 tygodnie temu bilety na pociąg, którego już dzisiaj nie ma, a moi goście stracili możliwość dojechania do domu tego dnia. Staram się być twarda, coś negocjować, dostać pieniądze z powrotem. – „Ja już oddałam z własnej kieszeni za pociąg do Moskwy, nie mogę zwrócić pieniędzy, niech mnie pani zrozumie, co ja mogę ? – żali się kasjerka, wyliczając wszystkie niemożności swojego zawodu. No i co mam ją zwyzywać ? – Niech mi Pani da ten adres, pod który mam wysłać reklamację – mówię zrezygnowana. Od kasy odchodzę z portfelem lżejszym o wykupiony nowy bilet i z kwitem na zwrot gotówki. Nie bardzo wierzę w cud zwany reklamacją, ale spróbuję. Okazuje się, że moi goście mają jeszcze jeden dzień urlopu, więc w tej nie planowanej przerwie przed następnym pociągiem pojadą do Olsztyna i zwiedzą stolice naszego województwa. Dzisiaj miałam jeszcze okazję rozmawiać z panią z banku. Ładna sukienka i wisiorek. Sukienka nie za długa i nie za krótka. Nie musiała jej nerwowo obciągać, by nie było widać zbyt dużo. Z kolorem stanika też się na szczęście nie zapoznałam, bo nie wystawał, no i przede wszystkim pani wiedziała, jak ma przesłać pieniądze za granicę. Pełnia szczęścia. Kierowca autobusu - grzeczny, kulturalny grubiutki pan. Listonosz, trochę gburowaty, ale po miesiącach oddawania nam listów bez słowa zaczął wreszcie odpowiadać na dzień dobry, czasami zdarza mu się uśmiechnąć no i mówi do widzenia. Sprzedawczyni w piekarni, kobietki w warzywniaku. Trochę rozmawiamy o życiu, trochę o sałatkach, życzymy sobie miłego dnia i do jutra.


Nikt mi dzisiaj nie powiedział niczego przykrego, wręcz przeciwnie. Mnie także udało się być miłą i równocześnie wszystko załatwić nie tracąc nerwów. Takie dni nie zdarzają się zbyt często, tym bardziej są cenne. Codziennie spotykam ludzi, bliższych i dalszych. Każdego dnia buduję relacje pomiędzy nimi a mną. To niełatwe, nikt jednak nie mówił, że łatwo będzie. Czasami odnoszę sukces, czasami porażkę, ale nie przestaję wierzyć, że dobre relacje pomiędzy ludźmi są możliwe.

 

Beata Bargiel (uczestniczka e-learningowego kursu "kreatywne pisanie")



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =