Ewa Radomska spotyka Ewę R.

Kiedy w październiku 1967 roku przyjechałam z Legnicy do Wrocławia na studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego poczułam nagle wielkie osamotnienie w obcym i dużym mieście. Przechodząc koło poczty w Rynku wstąpiłam aby zajrzeć do książki telefonicznej czy mieszka tu ktoś o moim nazwisku i poczuć się przez tę zbieżność choć trochę raźniej.

Odnalazłam nie tylko to samo nazwisko ale i imię mgr art. Plastyk EWA RADOMSKA wówczas dodatkowo jeszcze ŻURAD. Postanowiłam wtedy, że poznam kiedyś tę panią i powiem jej, że była pierwszą nitką jaką chwyciłam w tym mieście, aby nie utonąć w nieznanym …

Od tamtej chwili minęły 32 lata. Życie zatoczyło wielkie koło przenosząc mnie z młodości w wiek dojrzały, a nieznane wówczas miasto stało się świadkiem moich przyjaźni, miłości, radości i rozpaczy …

Czasami długo trwa zanim nadejdzie moment realizacji tego co sobie obiecaliśmy. Dla mnie nadszedł on w tegoroczny sylwestrowy wieczór. Jak przed laty otworzyłam książkę telefoniczną, teraz sama mając w niej swój numer i zadzwoniłam …

Autobus „N” staje prawie przy samym Domu Pogodnej Jesieni przy ul. Litewskiej 20. To do niego 15 lat temu świadomie przeniosła się nie chcąc obarczać najbliższych opieką, którą nie zawsze mogą nam ofiarować. Gościec stawowy czyniący z najbardziej żywotnej osoby człowieka zależnego od innych unieruchomił ją i przykuł do inwalidzkiego wózka. Ale czym jest ciało w porównaniu z duszą, która nie zatraciła niczego ze swojej ciekawości świata, radości istnienia i ciągłej chęci działania chociażby w najdrobniejszym wymiarze ?

Urodziła się 29.09.1925 roku w Starym Siole niedaleko Lwowa. Dziadek był dyrektorem tamtejszej szkoły, babcia nauczycielką. Oboje byli zaprzyjaźnieni z księdzem Tadeuszem Blacharskim – znaną potem postacią w AK. Ojciec był urzędnikiem w ZUS-ie. Gdyby nie pochłonęła ją plastyka zostałaby weterynarzem, bardzo bowiem lubiła zwierzęta.

Wspomnienia szkolne, wszystkie one związane ze Lwowem: Szkoła Powszechna im. M. Konopnickej, potem znane, zaczęte tuż przed wojną gimnazjum prywatne Olgi Filippi-Żychowiczowej, w czasie wojny Szkoła Koedukacyjna z matematyczką przezywaną „Ciocią Nagniotek”, która największego nieuka potrafiła matematycznie wyedukować, następnie przez rok Szkoła Handlowa z nauczycielką reklamy prof. Marią Zimermann (później Dawską), aż wreszcie w roku 1942 Szkoła Przemysłu Artystycznego z profesorami Karolem Rutkowskim i Ludwikiem Tyrowiczem, reaktywowana przez sowietów w 1944 roku gdzie prof. Tyrowicza na Wydziale Grafiki, na którym się uczyła, zastąpił prof. Józef Pieniążek i w której zaczynali także bliscy jej sercu znani teraz wrocławscy plastycy jak malarka Krzesłowa Maliszewska, rzeźbiarka Joanna Domaszewska, Łucja Skomorowska – Wilimowska oraz jej siostra malarka Jadwiga Skomorowska, architekci wnętrz Józef Chierowski, Róża Orłowska-Czerny i Ryszard Gachowski. Ci dwoje ostatni już nie żyją.

W roku 1949 ukończyła Wyższą Szkołę Sztuk Plastycznych w Krakowie na Wydziale Grafiki pod kierunkiem prof. Witolda Chomicza. Po absolutorium dostała skierowanie na praktykę do Milanówka do Pracowni Doświadczalnej Druku i Malowania na Tkaninach podlegającej Instytutowi Wzornictwa Przemysłowego, który znakomicie prowadziła pani Wanda Telakowska. Po skończonej praktyce zrezygnowała z propozycji pozostania tam na stałe – ciągnęło ja do Wrocławia gdzie po wojennej zawierusze osiadła jej rodzina. Przyjęła propozycję prof. Mieczysława Pawełki, dziekana Wydziału Ceramiki we Wrocławskiej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych aby w pracowni ceramicznej zatrudnić się na etacie laborantki i m.in. pilnować ceramicznego pieca. Uczyniła to z wielką ochotą tym bardziej, że rektorem był wtedy prof. Geppert, a także dzięki temu mogła przez rok pod okiem prof. Dawskiego zgłębiać tajniki projektowania na Wydziale Grafiki. Potem była „Cepelia” i Sekcja Nadzoru Artystycznego, którą prowadziła absolwentka warszawskiej ASP pani Natalia Tołłoczkowa, gdzie zajęła się projektowaniem galanterii skórzanej i wylansowała torby damskie tzw. pasiaki, będące połączeniem skóry z materiałem. Ze skórą zbratana była zresztą już wcześniej. Podpatrzyła ojca, który w czasie okupacji dorabiał produkcją drewniaków, zaczęła sama je robić i jako nastoletnia producentka ogłosiła się w gazecie, zaskakując kolejnych odbiorców swoją młodością i kruchością gdy tymczasem myśleli, że jadą do doświadczonego szewca…

W roku 1952 prowadziła terapię zajęciową w Zakładzie dla Dzieci Kalekich na Poświętnem pod czujnym okiem dr Jerzego Przybylskiego, wtedy młodego lekarza ortopedy, obecnie profesora w Trzebnicy. Za zgodą dyrektora tego Zakładu dr Zbigniewa Krynickiego, przy Zakładzie drużyna harcerska im. Gen. Józefa Bema. Pani Ewa prowadziła ją wspólnie z panem Tadeuszem May-Majewskim nauczycielem tamtejszej Szkoły. Harcerstwo okazało się najważniejszą pasją jej życia, stąd z łezką w oku wspomina studenckie lata w Krakowie. Hufiec Wawel, a potem wrocławski Hufiec Psie Pole i komendanta hufca dr Zbigniewa Skalę, który zgromadził wokół siebie grupę instruktorów z prawdziwego zdarzenia. Była jeszcze etatowa praca w Okręgowym Ośrodku Metodycznym przy Kuratorium. Prowadziła tam Sekcje Wychowania Plastycznego ucząc jednocześnie plastyki w Liceum dla Wychowawczyń Przedszkoli. Z tego okresu bardzo mile wspomina panią Teresę Włodarczakową, świetną malarkę i pedagoga, która nieraz wspomagała ją swoimi radami. Podstawą bytu pani Ewy była jednak grafika użytkowa i wieloletnia współpraca z Pracownią Sztuk Plastycznych kierowaną przez wspaniałą szefową panią mgr Helenę Getyńską. PSP powstała w 1952 roku, kiedy to Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych we Wrocławiu wypuszczała dopiero pierwszych absolwentów – zatem absolwentka krakowskiej uczelni nie narzekała na brak zleceń tym bardziej, że celowała w precyzji wykonania graficznych projektów.

Ponadto malowała. Trzy olejne obrazy wiszą na ścianie jej pokoju. To kwiaty w delikatnej tonacji, jakby za lekką mgiełką, kwiaty, które są i czymś realnym i marzeniem jednocześnie. Obrazów powstało dużo, tematem były głownie kwiaty, bowiem od razu znajdowały nabywców. A potem już tylko wielokrotne pobyty w szpitalach, sanatoriach, aż w końcu renta I grupy. Kilkanaście operacji kostnych stawu biodrowego i rąk. To jednocześnie historia ludzi, którzy włączyli się w jej życie dobrą pamięcią i aktem nadziei: prof. Adam Gruca znany pani Ewie jeszcze sprzed wojny we Lwowie, lekarze reumatolodzy we Wrocławiu – dr Jadwiga Winklerowa, doc. Adam Rosławski, dr Ludomira Stobiecka, dr Alicja Raczycka i ordynator Ortopedii Szpitala Wojewódzkiego w Warszawie, dr Tadeusz Brągoszewski.

Pani Ewa za najważniejszą rzecz w życiu uważa łatwość nawiązywania kontaktów i umiejętność współżycia z ludźmi. To dar natury, dar od Boga dzięki któremu człowiek nigdzie nie zginie i wszędzie znajdzie swoje miejsce. Ma także świetne poczucie humoru, tę najlepszego rodzaju – subtelną autoironię. Mimo trudności w poruszaniu się, raz po raz, organizuje coś na rzecz innych, utrzymuje kontakty z przyjaciółmi, organizuje u siebie spotkania z twórcami ze Szkoły ze Lwowa.

Autobus „N” długo stoi przed Domem Pogodnej Jesieni zanim ruszy gdyż jest to ostatni przystanek, pętla. Kiedy rusza, wiem, że będę już tutaj wracać, by opowiadać sobie wciąż od nowa nasze życia, i że teraz po zrealizowaniu obietnicy sprzed lat jestem prawdziwie wrocławska.

Autorka tekstu: Ewa Radomska, Wrocław 2000

Malarka Ewa Radomska, bohaterka tekstu,urodzona w 1925 roku we Lwowie zmarła we Wrocławiu  w roku 2007



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =