It's my life....

It's my life (*), It’s now or never. Wizyta w Camden Town to strawa dla ciała i ducha. Najbardziej kolorowa i ekscentryczna dzielnica Londynu nęci barwnymi sklepami, międzynarodową kuchnią, pubami, kinami, klubami.

Jest tłoczno, głośno, wielokulturowo – po prostu fantastycznie! Można kupić wszystko – począwszy od egzotycznej żywności z najbardziej odległych zakątków świata po orientalne chusty i kolorowe kalosze.

Camden Town, swoją alternatywną atmosferą, od lat niezmiennie zachwyca Brytyjczyków i turystów z całego świata. Energetyczna dzielnica, której chyba nigdy nie pozna się do końca. Mnóstwo nietuzinkowych sklepów dosłownie wylewa się na zatłoczone ulice Camden, wchłaniając do środka wszystkich spragnionych przygody z modą. Dzień w Camden zaczyna się niespiesznie – sklepy i stargany otwierane są przeważnie około godziny 11, a życie nocne trwa do późnych godzin wieczornych. Wśród lokalnych pubów, klubów, restauracji, każdy znajdzie coś dla siebie.

Spacerując po Camden, w ciepłe jesienne popołudnie, zastanawiałam się nad polskim odpowiednikiem tego barwnego punktu na mapie Londynu. Czy istnieje takie miejsce w Polsce, w którym osoby odmiennego pochodzenia, wyznań, przynależące do różnych subkultur i grup społecznych, żyją w podobnej symbiozie? Czy istnieje takie miejsce, gdzie można odnaleźć poszanowanie dla ludzkiej indywidualności, miejsce gdzie do końca można być sobą?

Osoby, które starają się prowadzić nieszablonowe życie w Polsce, często spotykają się z niezrozumieniem i brakiem akceptacji. Brakuje w Polsce przyzwolenia na „pójścia pod prąd”. Odejścia od przyjętych schematów. „Luzu” w stylu bycia i wyjścia poza określone ramy społeczne. Poczynając od stroju, a kończąc na jakości życia.

Zacznijmy od ... kolorów. Kiedy nadchodzi zima, Polacy jak jeden mąż, zakładają wycięte z tego samego szablonu kurtki i płaszcze. Wszędzie czerń i szarość. Brakuje ciepłych i energetycznych barw. Wszystko jest bezpieczne i określone. Nudne.

Czy tak samo jak nasz zimowy „strój narodowy” wygląda nasz plan na życie? Czy w tym przypadku również obowiązuje „kolorystyczna” cenzura?

Myślę, że każdy z nas ma na sumieniu, przynajmniej jeden życiowy „wybielacz”. Bardzo często posługujemy się takimi określeniami jak – nie wypada, nie można, nie tutaj. Boimy się ostracyzmu społecznego i narażenia na śmieszność. Samotna podróż do Indii – nie wypada. Modeling po 50 – tce – nie wypada. Samotność z wyboru – przecież nie wypada!

Stawiamy sobie sztuczne zapory, sabotujemy swoje marzenia, chociaż nie istnieją żadne obiektywne przeszkody. Rozejrzyjmy się dookoła siebie. Żyjemy w wolnej i demokratycznej Polsce. W kraju, który może dumnie i odważnie patrzeć w przyszłość. W kraju, którego siła pochodzi od niezależności i odwagi wielu pokoleń. Pomimo tego, w codziennym życiu, w niepodległej i bezpiecznej Polsce, nie mamy odwagi, aby walczyć o prawo do własnego życia. Ciągle jest niewiele osób gotowych realizować swoje marzenia i żyć według autorskiego planu.

Dlatego, chociaż jest wiele pasjonujących i pociągających miejsc w Londynie - dla mnie Camden Town na zawsze pozostanie synonimem dobrej zabawy, rozrywki, czystej przyjemności, ale także wolności i otwartości na życie i drugiego człowieka.

Wasza oddana korespondentka z Londynu, Paulina Gotfryd

(*)It’s my life, It’s now or never („To jest moje życie, Teraz albo nigdy” – słowa pochodzą z piosenki BON JOVI „It’ My Life”)

 

 

 



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =