Oj, będzie pożar !

Oj, będzie pożar!W tekście poprzednim spisałem relację z mojego udziału w nagraniu programu dla telewizji. Dziś wspomnienia i refleksje wywołane tym wydarzeniem, które nadal przeżywam. Obiecuję, że następnym razem przedstawię tekst już dawno napisany, opublikowany na innej ławeczce, ale przez wielu przyjaciół uznany za warty przypomnienia. Podobno aktorzy są przesądni, co sprawia, że unikają lub starają się unikać przeróżnych sytuacji. Podobno unikają włączania do repertuaru piosenki „Lecą świetliki” z operetki Kalmana Lizystrata, bo jej wykonanie na pewno spowoduje pożar. A ja ten utwór bardzo lubię.

Często przychodzi mi na myśl skoczna melodia i słowa:”lecą świetliki, lecą i jak latarki świecą. Radość niosą w duszę młodą i na drogę szczęścia wiodą...” a zawsze kojarzy się z nocnymi podróżami koleją, kiedy pociągi ciągnęły parowozy. Lubiłem wtedy wpatrywać się w ciemne okno, za którym błyskawicznie przesuwały się do tyłu, jakby uciekając, urzekające czerwone smugi iskier. Widok był fascynujący, bo wnętrze przedziału było mroczne, ledwie oświetlone słabym światłej gazowej lampy, zapalanej przez konduktora za pomocą jego ręcznej lampy, którą też dawał maszyniście znak do odjazdu a w jej świetle odczytywał bilety podróżnych

Fascynacja świetlikami, tymi kolejowymi, zaczęła się z pewnością w roku 1938. Całą noc, od póżnego wieczora do późnego ranka dnia następnego wracaliśmy z Krynicy do Słonima, kresowego miasteczka w województwie nowogródzkim, gdzie dzieciństwo i młodość spędził Michał Kleofas Ogiński, ten od poloneza. Pierwszy raz w życiu jechałem pociągiem. Koniecznie chciałem oglądać te świetliki, na dodatek ławka była twarda, więc spać nie chciałem. A zmuszanie do snu uznałem za powód do płaczu. No to dostałem za nieoposłuszeństwo i płacz z powodu doznanej krzywdy.

Podobno aktorzy lubią też robić sobie na scenie różne psikusy. Opowiadała mi kiedyś artystka, śpiewaczka opery szczecińskiej, zę podczas spektaklu Otella w Poznaniu (a jakże, obdarowała mnie biletem) jako Desdemona czekała na szezlongu (pewnie mało kto wie co to takiego) aż oszalały z zazdrości Otello będzie ją dusić. On zaś oparłszy się o tekturowe pudła udające wielką budowlę, stał nieruchomo. Orkiestra brummm, brummm, moja znajoma poci się ze strachu przed duszeniem, czeka, kiedy będzie mogła pójść do bufetu, a Otello stoi. Duś mnie- wyszeptała. Orkiestra znów. Duś mnie!- Niech cię cholera udusi!- usłyszała. Innym razem sama, jako Tosca zabijając nikczemnego uwodziciela wyśpiewała mu taki tekst, że zamiast od ran śmiertelnych ginąć w konwulsjach ryczał ze śmiechu. Ja sam oberwałem od Zeusa. A było to tak: było tuż po wojnie kółko teatralne, zwało się Towarzystwo Miłośników Teatru. Graliśmy farsę Gozdawy i Stępnia pt. Moja żona Penelopa czyli miecz Demokratesa. Zeusa grał Ludwik (oj, nie Sempoliński, ale babcia Ludwika mówiła, ze od Sempolińskiego lepszy – bo babcie zawsze mają lepszych wnuków) grał Zeusa. Ja grałem Hermesa, posłańca nad posłańcy. Kiedyśmy tak na Olimpie siedzieli w boskim gronie jedząc ambrozję popijaną nektarem (czytaj: bigos i bimber) jakiś – pewnie maratończyk – pokonawszy dzielnych łysopałych ochroniarzy wbiegł z okrzykiem Szefie, kontrola skarbowa! Tu trzeba wiedzieć, że Zeus oprócz swoich boskich czynności był w tej sztuce producentem błyskawic w szarej strefie. Oburzony cisnął błyskawicę (rekwizyt to był produkcji naszego niezastąpionego Poldka, zrobiony z tektury i tzw. złotka) tak by się ziemia zatrzęsła. Przy okazji łokciem wyrżnął mnie w głowę, bo jako zaufany stałem u jego boku.

Zaprzyjaźnioną od gimnazjalnych lat Ryszardę Hanin zapytałem kiedyś jak ona przeżywa te sytuacje, w których ja, widz zapominałem, że to jest moja szkolna śliczna koleżanka, w której durzyłem się za młodu. Widziałem na scenie raz starą brzydką kobietę, innym razem zalotną ladacznicę, jeszcze innym kogoś innego. Uśmiechała się mówiąc, że dostałaby kręćka, gdyby tak za każdym razem istotnie stawała się kimś innym. Bo teatr to wielka sztuka ułudy. Chociaż... wielki Szekspir to samo, choć innymi słowami powiedział o życiu: to teatr a my w nim jak aktorzy pojawiamy się i znikamy, a każdy gra, jak mu się podoba. Jaką rolę ja gram? Czy zawsze- jak mi się podoba.

Wasz Kresowiak.

Dr Z.Stankiewicz 

Program „Szansa na życie” p. Teresy Lipowskiej z moim udziałem będzie nadany 3 października br (środa) o godz. 11.20 w TVP1.

 



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =