Prawnuczka kułaka grójeckiego (2)

Używałam wszelkich metod (własnych też), aby zachęcić uczniów do zainteresowania się „moimi” przedmiotami.

Praca w szkole była moją pasją. Uczyłam biologii i chemii w szkole podstawowej, a po reformie oświaty - przyrody. Używałam wszelkich metod (własnych też), aby zachęcić uczniów do zainteresowania się „moimi” przedmiotami. Sądzę, że mi się udało. Świadczą o tym czołowe miejsca na olimpiadach przedmiotowych, jak również to, że po latach byli uczniowie zwracali się do dyrekcji szkoły i do mnie z prośbą, abym uczyła ich dzieci. Dziękowałam im za to, że wytrzymali ze mną tyle długich lat. Wierzę, że zachęciłam ich do obserwacji przyrody i pewnej odpowiedzialności za nią. To co pozostało z lekcji przyrody w głowach, jest kapitałem na rozumniejsze i szczęśliwsze życie!
W blogach internetowych czytałam miłe słowa dotyczące mojej pracy i słowa żalu, że „odeszła Wojdalska”. Dziś byli uczniowie zapraszają mnie na Naszą Klasę, chętnie ze mną rozmawiają, z niektórymi jestem zaprzyjaźniona.

Jestem córką, żoną, matką i babcią dwóch wnuków: Jakuba i Mateusza. W jakiś cudowny sposób łączę te wszystkie funkcje, często kosztem snu i krótkiego wypoczynku. Mamą zajmuje się siostra, a wszystko inne biegnie wypracowanym, utrwalonym torem. Czasem trzeba zrobić miejsce na nowe wydarzenia, jakieś wyjazdy, spotkania towarzyskie i ….zabawę z dwoma rudzielcami psami (są cudowne).
W okresie lata zajmuję się przygotowywaniem smakowitych przetworów,
a umiejętności te przekazała mi Mama. Zresztą lubię eksperymentować w starym stylu w kuchni.
Nie mam cierpliwości na stałe przebywanie z wnukami, ale w każdej potrzebie mogą na mnie liczyć. Uwielbiam ich świeży, dziecięcy śmiech i tupot małych nóżek pokonujących schody. Każdy z rodziny, a szczególnie wnuki lubią moją kuchnię, bo dla nich przyrządzam ulubione potrawy. Są dni, kiedy piekę, gotuję, sprzątam, piszę, czytam, marzę i czytam w komputerze różne wiadomości. Ile tam jest śmieszności: czy buty tej, a tej to hit, czy kit, zobacz jak „ta” jest ubrana, która się rozstała, a która pokochała, ta zatrudniła sobowtóra, a inna się rozebrała, sześćdziesięciopięcioletnia aktorka wygląda na…czterdzieści lat, itd. itp.

Czasem popatrzę dłużej w lustro i obiecuję sobie, ze zajmuję się sobą, aby nieco zatrzeć ślady upływającego czasu. Regularnie dbam o ręce i nogi. Nie chodzę do kosmetyczek, bo nie stać mnie na to. Natomiast z fryzjerem mam cykliczne spotkania. Nauczyłam się wybierać tylko konieczne usługi. Jazda na rowerze pozwala utrzymywać kondycję i przedłużać poczucie młodości.

Tak jak większość kobiet jestem nieco próżna. Ubolewam nad swoją wagą i codziennie się odchudzam, ale tylko przed południem, bo później zawsze trafia się coś słodkiego i ból związany z odmawianiem sobie np. krówek, sernika, chałwy, czy raffaello mija do następnego dnia i ….cykl się powtarza.
Lubię dobre perfumy, które kupuję w strefie bezcłowej. Czasem je zmieniam, bo nie jestem przywiązana do jednego wybranego zapachu. Raz jest Calvin Klein, czasem Kenzo, Dior, Lancome, Dali, Bannani, przeważnie z nutą owoców egzotycznych. Jeśli nie zapomnę, to na pomarszczoną skórę twarzy wklepię jakiś niezły krem, ale bez przesady cenowej.
Zdarzyło się, że zaszalałam w Izraelu i zrobiłam sobie prezent z kremu z błota z Morza Martwego. Nie widziałam wielkiej zmiany na skórze twarzy, bo ilość kosmetyku była bardzo niewielka. Niestety. Zawsze pamiętam, że jestem tylko emerytowaną nauczycielką i ani Polska Ludowa, ani III RP nie sprzyja finansom nauczycieli, i większych zarobków w wolnej Polsce nie doczekałam. Po czterdziestu latach ciężkiej pracy w szkole otrzymuję emeryturę na poziomie połowy średniej krajowej (1500zł) i nie ma widoków na nic lepszego, ale życie toczy się dalej i trzeba umieć w nim znaleźć swoje satysfakcjonujące miejsce na przekór przeciwnościom. Sądzę, że powinnam więcej dać z siebie. Nie jestem jednak władna, żeby pozmieniać coś, co jest ode mnie niezależne. Cieszę się więc z tego, co mam, bo zawsze mogłoby być gorzej.

Ale, ale, za pierwszą książkę kupiłam sobie nowy rower i radio Sony (mini wieżę), które mi oświeca umysł w kuchni.

W styczniu 2007roku, po wyczekanych 18 miesiącach, pojechałam do sanatorium do Świnoujścia podleczyć zmordowane serce. To mi było potrzebne. Próbowałam znaleźć odpowiedzi na wiele trudnych pytań, które nagromadziłam w swojej duszy przez półwiecze, a że są bardzo osobiste, więc nie będę o nich pisała. Wyluzowałam się, nabrałam ochoty do obserwacji ludzi. Wysłuchałam historii życiowych niektórych strapionych i napisałam....„ Zagubioną miłość” (2008 rok).

Oj ciężkie jest nasze życie, ale ludzie często sami stwarzają sobie niebywałe komplikacje. Większość z nas ma zaburzone emocje, z czego wynik jest prosty: „…większość ludzi wiedzie życie w cichej rozpaczy” (Stowarzyszenie Nieżywych Poetów), albo „Komu los nazbyt sprzyja, tego ogłupia” (Syms ). Każdy powinien rozważyć słowa Prymasa St. Wyszyńskiego: „Człowiek jest odpowiedzialny za uczucia , które ma dla innych, ale i za te, które budzi w innych”.

Druga książka dała mi tez dużo, bo satysfakcję. Jako emerytka, a ładniej - jako osoba nie związana już z pracą zawodową, trochę podróżowałam, dzięki przychylności losu. Pragnęłam zapamiętać każdy obraz pojawiający się w mózgu. Robiłam notatki i fotografie. Angażowałam swoje uczucia, pisałam reportaże, zaspokajałam swą duchowość. Myślałam o tych, którzy nie mogą podróżować i ciężko to przeżywałam. Postanowiłam przybliżyć potrzebującym fragmenty pięknego świata. Wtedy zrodziła się myśl o „Moich podróżach” (19 kwietnia 2010r.- promocja). Szczególnie bliskie mi są pobyty w Gdańsku–Oliwie, Kamieniu Pomorskim, gdzie mogę wysłuchać kojących moją duszę koncertów organowych, oraz w Amsterdamie, gdzie mogłam obcować z wielkimi malarzami. Van Gogh zauroczył mnie szczególnie swoimi kwiatami, aż czuję w nozdrzach ich zapach! A Vermer zmusza do zadumy. Dopóki dziewczyna przelewa mleko do dzbanka świat jest stabilny!

Przed każdą promocją denerwuję się tak bardzo, że wypisuję mało interesujące treści. Żałuję, że pojawiło się wydanie i jest mi wstyd, że narażam się na śmieszność. Po rozmowach z Czytelnikami często w moich oczach pojawia się blask i…..wtedy znów zaczyna coś kołatać w głowie, przychodzi skupienie i zaczyna kiełkować nowa myśl. Właśnie wsłuchuję się w siebie z nadzieją, że znów spełnię się w pracy twórczej. I tak każdy dzień doładowuje moje emocje, pozwala rozwijać się, czuć młodego ducha i nie pozwała mi myśleć o starości!

 

Anna Wojdalska-Woźniak

 

Od Redakcji:
Reportaż pt. Prawnuczka kułaka grójeckiego nadesłany został na konkurs '
Polka Pięćdziesiątka'. Autorce serdecznie gratulujemy kreatywności i zyczymy dalszych sukcesów!

Tytuł  Prawnuczka kułaka grójeckiego pochodzi od Redakcji.

Refleksje na temat wyników konkursu



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =