Sprawne kredeczki

Kawał życia czekałam, aż będę mogła się cieszyć malowaniem, rysowaniem, pisaniem tak, jak teraz.

Chyba w poprzednim życiu wykazałam się czymś niezbyt sympatycznym, bo w tym wszystkie plagi na moją biedną głowę spadały po kolei.... aż się trochę uspokoiło i zaczęłam wydobywać się z jakiegoś egzystencyjnego rowu, w który nie wiedzieć kiedy i jak wleciałam. No i ... jestem cały czas w drodze... za chwilę będą następne pomysły ... i jeszcze następne, i coraz to nowsze, inne, niepodobne do poprzednich...

Zaczęłam siedząc u taty na kolanach, a mój tata nie bardzo wiedząc, co ze mną zrobić, nauczył mnie - dziecię w wieku lat 5 - perspektywy i paru innych bezużytecznych rzeczy.

Było tak: czwórka rozentuzjazmowanych brydżystów w kłębach dymu z Silezji i pod Jarzębiaczek, a w kącie maleństwo w stercie papieru: rysujące, rysujące, rysujące... Malując z upodobaniem szlaczki w podstawówce nie zapomniałam o tej nieszczęsnej perspektywie, poza tym miałam zaszczyt rysować szlaczki koleżankom i kolegom o mniej sprawnych kredeczkach. Przyznam, się, że te szlaczki to jedyna przyjemna rzecz jaką pamiętam z pierwszych lat szkoły podstawowej. Moja osobowość zawsze nie najlepiej znosiła przedsięwzięcia zbiorowe (to jest cytat, gdzieś to przeczytałam i kupiłam, bo bosko pokazuje jakąś tam prawdę o mnie).

W Pałacu Młodzieży odkryłam, że kompletnie nie interesuje mnie realizujące się artystycznie środowisko. Wkrótce dowiedziałam się, że nie mam talentu i jestem szarym, zwyczajnym plastycznym przeciętniakiem.

Po tym wszystkim malowałam sobie i rysowałam, jak gdyby nigdy nic .... swoje bezużyteczne, szare i przeciętne bazgrołki... gdzieś na rogach podręczników i brulionów szkolnych wylatując myślami z nudów za okna klasowych sal (zawsze wyobrażałam sobie wtedy, że mam skrzydła) odsiadując okropne kolejne 45 minutowe wyroki ... gdzieś tam w tzw. międzyczasie nauczyłam się animacji filmów rysunkowych i nawet pracowałam krótko w Studio Miniatur Filmowych w Warszawie... aż.... odchowałam nieco dzieci (to była dla mnie wyjątkowa frajda), praca była .... nadszedł czas na coś specjalnego. Deser. Zaczęłam chodzić na lekcje rysunku do pana M.K. Stało się to czego się zupełnie nie spodziewałam. Wciągnęło mnie bezpowrotnie. Zapadł wyrok, odbywa się egzekucja .... M.K. powiedział mi na do widzenia, żebym nigdy nie rezygnowała ... że mi nie wolno.

Teraz studiuję, albowiem ciągłe ćwiczenia, zmagania się z materiałem, wyobraźnią i własnym okiem są bardzo fajnym zajęciem. Papier na talent też się przyda. Pracownia magisterska - malarstwo. Wystawiam swoje prace to tu, to tam; Domy Kultury, szykowny sklep z meblami, kameralna kawiarenka. Wystawiam je w Internecie w niektórych galeryjkach. Sprzedaję, chowam pod stół, za szafę, wieszam u siebie na ścianie, wieszam w galerii, oglądam.

Niedługo je tu powieszę.

Autorka 

 



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =