Lala

O małym dworku i zagubionym pierścionku z szafirem, lecz nade wszystko o bliskości.

Jacek Dehnel opisuje dzieje rodziny czyniąc swoją Babcię główna bohaterką książki „Lala”. A że babcia autora ma lat ponad osiemdziesiąt więc plotą się losy wielu ludzi od połowy 19tego wieku. „Lala” to książka gadana, a zatem książka o wielu sprawach. O miłości w rozmaitych odmianach, chorobie i odchodzeniu. O wielkich wojnach i japońskim szpiegu, piorunie kulistym i krowie w sałatkach. O małym dworku i zagubionym pierścionku z szafirem. Lecz nade wszystko o bliskości – o tym, jak obce miejsca i osoby stają się nam bliskie dzięki opowieści. To książka pełna magicznego piękna dni minionych, humoru i miłości do drugiego człowieka.

W dniu 21 stycznia, który jest świętem naszych Babć kobieta50plus.pl poleca książkę Jacka Dehnela „Lala”, jako doskonały prezent dla naszych najukochańszych Babć.

Fragment książki:

- Powiedz, Basiu – pytam kiedyś – jak myślisz, skąd się one brały, te nasze praprababki, prababki, praciotki, które pod krynoliną przewoziły księży przez granice zaborów, ukrywały zbiegów i chadzały na bale w żałobnych jedwabiach? Skąd się brały te matki, co synów żegnały w jakimś styczniu czy grudniu, by potem odbierać na wielkich, pustych dworcach trumny, opisane koślawymi literami ?
A Basia nie wiem. Bo i skąd to wiedzieć ? Wszystkie te kobiety, które wyglądają dokładnie na to, co o nich wiemy z rodzinnych opowieści, kobiety o ściągniętych brwiach, zaciśniętych, wąskich ustach i włosach zwiniętych w twarde koki, ale i te, które zupełnie nie wyglądają – smukłe, wiotkie, anielskie, ściągnięte gorsetem, sarniookie, łabędzioszyje, które za mężami chadzały na Sybir i uciekały nocą przez okno przed rabującą tłuszczą, unosząc dziecko, szkaplerz i tłumoczek z biżuterią? Jakby je kto wyciosał z twardego drewna, jak pale do cumowania galeonów albo jak krzyże rozstajne, których trzymają się drogi, by nie pobłądzić .. z tej rasy wszystkie one. Chodzimy z Basią po wspomnieniach jak po londyńskim Muzeum Historii Naturalnej ( tym samym, w którym Basia stanęła jak wryta na widok jakiegoś kopalnego gada i powiedziała: „Jezus, Maria …”, a jakiś pan za jej plecami dodał z angielskim akcentem:”…Józefie święty”, po czym zniknął), jak po olbrzymim muzeum wymarłych ras, zapomnianych gigantów.
Praprababka mojej przyjaciółki, która w 1863 roku została w majątku męża z dwójką maleńkich dzieci. Żołnierze przywiązali ją za białe nadgarstki do lawety i tak długo ciągnęli po dziedzińcu, aż wyzionęła ducha. Dzieci też by zabili, ale służąca umazała im twarze węglem i wyprowadziła z dworu bocznym wyjściem jako swoje.
Prapraprababka Michalina Karpińska, która księdza Brzóskę przez granicę zaborczą przewoziła pod krynoliną.
Praprababka Wanda Bryklowa, która popędziła rozstawnymi końmi i odbiła męża plutonowi egzekucyjnemu.
Praciotka innej przyjaciółki, która w 1945 roku wyskoczyła z dwójką dzieci przez okno, bo jakiś chłop ją ostrzegł, że w nocy przyjdą i wyrżną cały dwór. Uszła lasami. We wsi do dziś wszyscy myślą, że mają ja na sumieniu, tylko nikt nie wie, kto tak naprawdę ją wtedy zabił.
Żona stryja Eugeniusza, która w czasie rewolucyjnego głodu jakimś cudem kupowała kartofle.
Ciotka, którą w roku 1943 zgilotynowano w Breslau za prowadzenie pisemka „Orzeł Biały”. W liście z celi śmierci pisała o Bogu, Polsce i o tym, komu dać zegarek, a komu sukienkę.
Ciocia Dziunia, która odpalając jednego papierosa od drugiego, mówi mi: „Bo ja się nauczyłam palić w czasie powstania. Wszyscy palili, to ja też. Budowaliśmy barykadę, to pozwoliłam chłopcom wziąć fortepian z salonu. Jak się mama na mnie obraziła, jak krzyczała, jak lamentowała … i co? Trzeciego dnia bomba walnęła dokładniusieńko w salon i z fortepianu i tak zostałyby drzazgi, a tak się przynajmniej przydał…”
Ciotki Karpińskie z ich prywatną szkołą rysunku, z ich przygarniętymi niedoszłymi teściami, z ich nieżywymi narzeczonymi, z ich gorzkawym staropanieństwem i bezgranicznym smutkiem.
I niech się Faulkner z Niepokonanymi schowa, bo one są takie od wieków, jedna za drugą, brygantyny na wzburzonych wodach.


Jacek Dehnel (ur.1980 w Gdańsku) – poeta, tłumacz, prozaik, malarz. Ukończył kolegium MISH na Uniwersytecie Warszawskim. Autor książek poetyckich Żywoty równoległe (2004) Wyprawa na południe (2005) Wiersze (2006) oraz zbioru opowiadań Kolekcja (1999). Publikował m.in. w „Studium”, „Toposie”, „Tytule”, „Kwartalniku Artystycznym”. Tłumaczył m.in. wiersze Osipa Mandelsztama i Philipa Larkina. W 2005 roku otrzymał Nagrodę im. Kościelskich. Mieszka w Warszawie


 

 



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =