Z notatnika byłej Xelki

Koniecznie trzeba wziąć się w garść, by rozmiar xl nie pozostał na wieki

Nic tak nie mąci spokoju babskiego ducha, jak fałdki tłuszczu wylewające się spod paska, jak guzik  ciągle odpinający się na piersiach i dżinsy, które dopiąć można jedynie w pozycji leżącej.

Tak wychodzą na światło dzienne wszystkie grzechy żywieniowe: babskie pogaduszki przy kawie dosładzanej ciastkami, mamine obiadki przyrządzane według tradycyjnych przepisów z obfitością masła i śmietany, niewinne na pozór sięganie po jedną tylko  czekoladkę, a kończenie na pięciu.

Koniecznie trzeba wziąć się w garść, by rozmiar xl nie pozostał na wieki. Zanim wypróbuje się jakąkolwiek modną dietę wybraną z katalogu mistrzostw świata w odchudzaniu, warto sobie uświadomić i zakodować kilka ważnych zasad.

Po pierwsze: nie ma cudownych diet, które pozwalają zgubić kilka kilogramów w kilka dni.

Po drugie: chudnięcie jest wynikiem prostego jak świński ogon procesu biologicznego, zamykającego się w matematyczne ramy, czyli spożycie musi być niższe niż zapotrzebowanie, aby bilans kaloryczny wypadł na minus.

Po trzecie: nie jest żadną sztuką zgubić kilogramy, sztuką jest ten efekt utrzymać na dłużej.

Po czwarte: masło, śmietana, majonez, cukier nie przystają w żaden sposób do współczesnego trybu życia, nie tylko ze względu na wysoką kaloryczność, ale również ze względu na minimalizm ruchowy spowodowany zmianami cywilizacyjnymi.

Po piąte: chudnięcie to wbrew pozorom nie jest sprawa żołądka tylko mózgu.

Po szóste: chuda jak patyk specjalistka od żywienia, posiada wiedzę jedynie teoretyczną, bo z pewnością nie miała przyjemności skłaniać się z głodu.

 Po siódme: najbardziej wiarygodnym autorytetem w dziedzinie odchudzania jest eks xlka. Po ósme: decyzji o gubieniu kilogramów nie należy odkładać do jutra, by jeszcze dzisiaj pozwolić sobie na ciastko.

Po dziewiąte: należy nastawić się duchowo na proces długotrwały i radykalne zmiany, służące także zdrowiu.

Po dziesiąte: odmawianie sobie jedzenia nie jest rezygnacją z największej przyjemności życiowej, bo są przecież inne, wobec tego należy  nagromadzić  ich sobie w odpowiedniej ilości i czerpać pełnymi garściami.

Sophia Loren powiedziała przed laty, że nie pamięta jak smakuje ciasto drożdżowe, masło, czekolada. Pamięta jedynie, że to były dobre rzeczy. A czy można przypuszczać, że jej życie pozbawione było przyjemności? No raczej nie! A sylwetkę miała nienaganną.

Proponuję zastosować metodę drobnych kroczków, czyli od jutra ustalić stałe godziny posiłków i nie podjadać w tak zwanym międzyczasie. Po jedzeniu trzeba natychmiast swój talerz wrzucić do zmywarki, a pozostałe na stole jedzenie wstawić do lodówki, by nie nęciło i nie zaburzało sygnału wysyłanego przez żołądek do mózgu z informacją, że pełen.

Jeśli jeszcze uda się zrezygnować ze słodzenia napojów i zmniejszyć objętość wszystkich posiłków o jedną czwartą, efekt w  postaci utraty jednego kilograma powinien nastąpić po tygodniu. Nim w naszej strefie klimatycznej nastanie następny  sezon na bikini, jest szansa, by się w nie ładnie zmieścić.

Warto sobie zaznaczyć w kalendarzu, w odstępach tygodniowych dni ważenia i nie wskakiwać na wagę codziennie z dzikim wzrokiem,  spragnionym sukcesu.

Najgorszy jest pierwszy tydzień dyscypliny, bo to nie jest jeszcze dieta odchudzająca.

Pierwszy sukces uskrzydli, zmotywuje do ostrzejszych cięć, które wcale nie muszą być dotkliwie bolesne.

Wanda Szymanowska


Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =