Good night Dżerzi - recenzja

Książka jest bardzo dobra i ważna, a jednocześnie  trudna w odbiorze, przygnębiająca i przytłaczająca.



Rok temu przeczytałam powieść Janusza Głowackiego "Good night Dżerzi”. Nie mogłam jednak zdecydować się na napisanie recenzji.

W licznych wywiadach w telewizji i radiu autor wiele o niej mówił, sporo również pisano na ten temat. Książka była jednym z wydarzeń literackich roku. A ja chciałam mieć o niej własne zdanie i szukałam swojego klucza do jej odczytania.

Opinie znawców literatury nie przekonywały mnie a zwykłym czytelnikiem też już chyba nie umiem być. Przeczytałam książkę po raz drugi. Początkowo nie mogłam wybaczyć Januszowi Głowackiemu, wybitnemu pisarzowi, laureatowi wielu międzynarodowych nagród literackich, że na bohatera swojej książki wybrał postać tak kontrowersyjną ( łagodnie ujmując)  jak Jerzy Kosiński. Obawiałam się że zechce go wybielić, usprawiedliwić. Ale nie tędy poszedł  Głowacki.

Autor, opisując swojego bohatera pokazał nam skrawek amerykańskiego show-biznesu i społeczności Nowego Jorku, różnych jego warstw - od bogaczy i gangów po najbiedniejszych emigrantów. Pokazał nam proces awansu Kopciuszka i jego upadek. Do smutnego finału Maszy jak i wielu innych dramatów  ludzkich przyczynił się Kosiński.

Autor pokazał tło i atmosferę, w jakiej mógł wypłynąć ten sprytny, bardzo inteligentny oszust, a także co przyczyniło się do jego zdemaskowania. Przy czym uważam, to moja hipoteza oczywiście, że do depresji i samobójstwa skłoniło go nie tyle ujawnienie jego kłamstw i upokorzenie, ale główną przyczyną ostatniego aktu była samotność. Kosiński nie mógł pogodzić się z tym, że został nikim. Dla mitomana i jeszcze niedawno, gwiazdy literackiej to było najgorsze i nie do akceptacji. Już nie dziwię się Głowackiemu, że zechciał napisać o Kosińskim. Jego historia i osobowość to doskonały materiał na książkę i film. Ten człowiek był takt zły i skomplikowany,  że aż interesujący. Jako zjawisko warte opisania i refleksji.

Czasem trudno wymyślić postać tak nikczemną i wyrafinowaną w swej podłości jak, te które spotykamy w realnym życiu. Głowacki znał Kosińskiego wiele lat i miał prawo, by jako pisarz zabrać głos w jego sprawie nie wchodząc wszak w żadną z sądowych ról: oskarzyciela, adwokata ani sędziego .Pisarz jest tutaj detektywem, który zgromadził materiał dowodowy.Reszta należy do nas: czytelników i badaczy dziejów ludzkich. Każdy z nas musi zdecydować  w sumieniu ile w nim współczucia a ile potępienia.

Kariera, bogactwo, patologia Kosińskiego mogły powstać tylko w wyjątkowej, specyficznej atmosferze po Holokauście i nieuzasadnionych oskarżeń o tolerowanie Zagłady i "polskie obozy koncentracyjne". Może tym amerykańscy Żydzi chcą zagłuszyć własne wyrzuty sumienia, że w czasie II Wojny Światowej nie zrobili nic, by ratować swoich braci - to znów moja hipoteza, której skrywać nie potrafię i nie chcę. Mam chyba do niej prawo jako Polka której naród uparcie oskarża się o antysemityzm. Zrodziła się ona na poboczu lektury książki Głowackiego i tego całego potwornego pomieszania tematyki Zagłady i pasożytujacego na niej cynicznego karierowiczostwa, którego przykładem jest właśnie Kosiński.

Książka jest bardzo dobra i ważna. Jest jednak trudna w odbiorze, przygnębiająca i przytłaczająca. Długo nie będę do niej wracała lecz zachęcam do zmierzenia się z nią. Książki nie są wyłącznie  po to by bawić, aby było miło i słodko. Happy end innym razem.

Autor: Janusz Głowacki
Tytuł: Good night, Dżerzi
Wydawnictwo:: Świat Książki Warszawa 2010
Stron 317   
                                  

Recenzja: Maria Hałas


Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =