Chocholi taniec

Pacjent potrzebny jest publicznej służbie zdrowia wyłącznie do ściągania składek, a opieka zdrowotna? – gdy jej naprawdę pilnie potrzebujesz – płać!

„Każdy doświadcza bólu krzyża. Jeśli jeszcze go nie znasz, to poznasz za kilka lat” - pisze we wstępie autor książki „Kręgosłup bez bólu” - patrz recenzja

W materiale „Kręgosłup – nowe doświadczenia” www.kobieta50plus.pl wspomniałem o drodze przez mękę z powodu bólu trudnego do zniesienia. Drogą przez mękę są też kontakty z publiczną służbą zdrowia. Co zatem oferuje  NFZ?

Pierwszy kontakt

Nocna i świąteczna opieka zdrowotna

Sprawdza się, w internecie łatwo wyszukać najbliższą placówkę i otrzymać doraźną pomoc. Niezrozumiały jest dla mnie zakres owej „doraźności”, bowiem lekarka stwierdzająca konieczność dziesięciu iniekcji, może zapisać tylko pięć zastrzyków witaminy B z środkiem przeciwbólowym, ale to i tak nie ma większego znaczenia, bowiem zlecenie do zabiegowego placówka honoruje tylko w dniach owej doraźnej pomocy, czyli sobotę i niedzielę. Na zwykłe dni muszę mieć osobne skierowanie od mojego lekarza pierwszego kontaktu.

ZOZ


W poniedziałek od siódmej rano telefonuję więc do swojego ZOZ-u, ale tracę tylko czas i nabijam impulsy. Łączę się z ZOZ-em, wybieram podany numer do rejestracji i wysłuchuję denerwującej muzyczki przerywanej od czasu do czasu komunikatem, że wszystkie linie zajęte. Po trzech godzinach jest połączenie i dowiaduję się, że na dziś brak numerków. Pani rejestratorka informuje mnie niecierpliwie, że:

a) mogę przyjść o 14-tej i być może pani doktór przyjmie mnie pomiędzy pacjentami; przyjmuje do 19-tej,
b) wizyty domowe są w czwartki, ale na dwa najbliższe terminy zapisy są wyczerpane,
c) może mnie zapisać telefonicznie na następny poniedziałek, do piątku zapisy telefoniczne wyczerpane, lub
d) mogę codziennie próbować, przychodząc o siódmej, zapisać się na bieżący dzień.

Zapisuję się na następny poniedziałek, a za trzy kolejne zastrzyki zrobione w moim ZOZ-ie płacę.

Specjaliści


Ból znoszę coraz gorzej. Płacę więc za kolejne wizyty u specjalistów, by jak najszybciej uzyskać diagnozę, co warunkuje skuteczne zlikwidowanie przyczyny zapaści.

Neurolog daje skierowanie na rezonans magnetyczny kręgosłupa – niewykonalne bowiem wymaga leżenia ponad pół godziny. Ponadto prywatne skierowanie równa się prywatnemu badaniu, czyli trzeba zapłacić, bagatela, 1150 złotych. Zaleca wizytę u ortopedy, bowiem przyczyną bólu może być staw biodrowy.

Ortopeda bada krótko i zdecydowanie wyklucza przyczynę ze swej dziedziny. Radzi w pierwszej kolejności udać się do chirurga naczyniowego. Ból może wywołać tętniak aorty brzusznej. A silna opuchlizna? – też pomocny może być chirurg naczyniowy. A może to nerki?

Chirurg naczyniowy nie wyczuwa tętniaka (podobnie jak ja), ale pewność da USG jamy brzusznej.
USG to trauma. Po kilkunastu sekundach ból podrywa mnie do pozycji siedzącej. Po krótkiej przerwie kolejna próba. Młoda lekarka jest wyjątkowo cierpliwa, po kilku „podejściach” wyklucza tętniaka, a ja, u kresu wytrzymałości, rezygnuję z dalszego badania.

Te wizyty kosztują mnie już 600 złotych, nie wspominając o drogich lekach przeciwbólowych i przeciwzapalnych, a diagnozy nie ma.

ZOZ

Wróciłem więc do punktu wyjścia. W poniedziałek wizyta u lekarza pierwszego kontaktu. „Moja” lekarka pacjenta traktuje jak natręta i ogólnie ma za złe. Trzy kolejne wizyty wyglądają podobnie:
  • To gdzie pana boli – pokazuję – to rwa, też to miałam, to wiem.
  • Czego pan chce ode mnie? – mówię o skierowaniu do neurologa i krótko o kłopotach z kręgosłupem sprzed 40 lat, podpowiadam, że przydałaby się może analiza krwi i moczu. A skoro dam krew do badania, to przy okazji warto sprawdzić poziom cholesterolu i trójglicerydów, podwyższony, jak wynikało z badania przed dwoma laty.
  • Wszyscy chcą ode mnie skierowania, a ja tak nie mogę dawać, mam ograniczenia! – lekarka  się denerwuje.
Nie wiedziałem, że ZOZ administracyjnie ogranicza liczbę skierowań do specjalistów i do laboratorium analitycznego. Zamiast do neurologa dostaję skierowanie do lekarza fizjoterapeuty i na podstawowe badanie krwi i moczu. Płacę więc za cholesterol i trójglicerydy oraz PSA (antygen prostaty) – tego badania NFZ nie refunduje – razem płacę niewiele, bo „tylko” 65 złotych, ale to niemal tyle ile miesięczna waloryzacja emerytury w 2012 roku.

A na marginesie: to nierówne traktowanie (przez NFZ) płci. Rak prostaty w podobnym stopniu zagraża mężczyznom, co rak piersi kobietom, a mammografia dla kobiet jest nie dość że refundowana, to niemal przymusowa.

Od  lekarza fizjoterapeuty dostaję skierowanie na naukę ćwiczeń wzmacniających mięśnie pasa biodrowo-lędźwiowego – pięć sesji po pół godziny oraz 10 zabiegów masażu lędźwiowego odcinka kręgosłupa. Na ćwiczenia zapisuję się już na następny tydzień – większość z nich znam sprzed czterdziestu lat i od tamtej pory w miarę regularnie wykonuję niemal codziennie. Na masaże natomiast mogę zapisać się dopiero na wrzesień, a jest początek maja. Zrazu mnie to bulwersuje, ale zapisuję się; w końcu nic przez to nie tracę. Gdyby za cztery miesiące okoliczności nie sprzyjały, najwyżej nie skorzystam.

Po pięciu tygodniach wytrzymuję w pozycji leżącej 10-15 minut robię więc prześwietlenie kręgosłupa lędźwiowego za 80 złotych. Opis nie pozostawia złudzeń – kręgosłup w znacznie gorszym stanie niż 40 lat temu.

„Moja” lekarka nie upiera się już, że to rwa kulszowa i, choć niechętnie, daje skierowanie do neurologa. Pokazuję jej wynik  płatnego badania – przekroczony poziom trójglicerydów, a cholesterol w górnej granicy normy – wydaje się nieco zmieszana gdy mówię przy tym, że oto wyniki analiz, na które nie mogła dać mi skierowania.

Neurolog w NFZ jest niedostępny. Choć jest dopiero maj, do końca roku zapisy wyczerpane tak w moim ZOZ-e jak i również w pobliskich przychodniach. We wrześniu przypadkowo odkrywam małą prywatną przychodnię; ma neurologa i umowę z NFZ – zapisy na listopad będą drugiego od siódmej. Przychodzę tam w Dzień Zaduszny. Spodziewam się tłumu chętnych, a tu pusto. Miła recepcjonistka przeprasza, ale pertraktacje z NFZ się nie powiodły, nie płacą za „nadwykonania”. Nie miała mojego numeru telefonu, nie mogła więc powiadomić.

- Na ten rok mamy jeszcze tylko zapisy do okulisty – mówi przepraszająco.
- Aaa! To bardzo proszę...

Kiedy bowiem chodziłem w maju na fizjoterapię, przypomniałem sobie o zaleceniach okulistki, by regularnie co rok przychodzić na badania, a minęło już ponad dwa i pół roku. Niestety do końca roku zapisy były w mojej przychodni wyczerpane. A teraz takie zaskoczenie – zapisałem się na następny tydzień

Okulistka nie stwierdziła niepokojących zmian, wszystko stosownie do wieku. Oba oka „plus 2”. Idę do optyka.

- Musi pan pojechać do NFZ, żeby przystawili pieczątkę.
- Dobrze, załatwię.
- Ale i ja będę musiał z tym później pojechać do NFZ by uzyskać zwrot refundacji. To będzie aż ... 4,80 zł. Wygodniej i dla mnie i dla pana będzie jak dam rabat pięć złotych.

Skorzystałem z propozycji i pomyślałem, że dla NFZ-u też będzie lepiej, choć się o tym nigdy nie dowie.

Bezpłatna służba zdrowia to od dawna już fikcja. By się leczyć trzeba mieć końskie zdrowie! Końskie zdrowie lub pieniądze, alternatywy nie ma. Choć znajomy podpowiedział mi niedawno, że jest. Otóż idziesz prywatnie do lekarza z oddziału neurologicznego, najlepiej ordynatora, a ten przyjmuje cię później na oddział. Znajomy czekał niewiele ponad miesiąc. Mankamentem jest pięciodniowy pobyt, bowiem taki okres podobno jest dla szpitala najbardziej opłacalny, choć niezbędne badania przy dobrej organizacji można spokojnie zrobić jednego dnia.

Pacjent potrzebny jest publicznej służbie zdrowia wyłącznie do ściągania składek, a opieka zdrowotna? – gdy jej naprawdę pilnie potrzebujesz – płać!

Autor: Bolesław Stefaniak, lat 72, emeryt coraz bardziej przekonany do poglądu Janusza Korwina-Mikkego o konieczności zastąpienia publicznej służby zdrowia, płatną oraz likwidacji przymusowej składki zdrowotnej. Niefanatyczny zwolennik aktywności zarówno ruchowej jak i umysłowej.

Grafika: Taniec Chochoła ze sztuki S. Wyspiańskiego Wesele, źródło Wikipedia



Autor wpisu*:
2 x 9 (mnożenie)
wynik podziel przez 6 i dodaj 0.5 =